Ślubne pomysły mojego męża #2

8/22/2017

Ślubne pomysły mojego męża #2



Dzisiaj kolejna część ślubnych pomysłów mojego męża. Kilka będzie z kategorii handmade. Przyznam się, że podczas przygotowań i planowania tego wyjątkowego dnia nie podejrzewałam, że Wojtek będzie chciał sam coś zrobić na nasz ślub. Bardzo mnie zaskoczył, ale pozytywnie. Wprawdzie do jednego pomysłu byłam nieszczególnie przekonana, ale po namyśle stwierdziłam, że dawka humoru przyda się na weselu, aby trochę rozbawić gości i rozładować sztywną atmosferę, która zawsze panuje na samym początku. Cieszę się, że mój mąż wprowadził kilka elementów, które spodobały się również innym. Może nie jest to długa lista, ale wiem, że naprawdę się postarał i trochę czasu temu poświęcił.

1. Nauka pierwszego tańca

Nie sądziłam, że pójdziemy na taki kurs. Mieliśmy się tylko pobujać do wolnej piosenki i tyle. Powiedzmy sobie szczerze, ale mój mąż nie umie tańczyć i zawsze twierdzi, że jemu muzyka nie przeszkadza w tańcu. Podczas naszych domowych prób sam powiedział, że chciałby iść na taki kurs, ale nie po to żeby nauczyć się jakiegoś skomplikowanego układu tylko, żeby poczuć się trochę pewniej na parkiecie. Na olx.pl znalazłam ofertę indywidualnej lekcji nauki tańca i cała nasza nauka nie wyszła aż tak drogo, bo coś w granicach 700 zł. Za jedną godzinę indywidualnej lekcji płaciliśmy 35 zł i każde nasze spotkanie trwało 2 godziny. W sumie było 10 spotkań. Uważam, że to była dobra decyzja, bo trochę umiejętności nam zostało 😃


2. Zawieszki na alkohol z poczuciem humoru

Ten pomysł zbytnio nie przypadł mi do gustu. W tajemnicy przede mną przez cały rok przy okazji surfowania po internecie Wojtek zapisywał na dysku śmieszne teksty związane ze ślubem. Potem zrobił szablony humorystycznych zawieszek na alkohol i pokazał mi miesiąc przed ślubem. Mina mi zrzedła jak to zobaczyłam. Pa dłuższym namyśle zgodziłam się, bo w końcu trochę humoru nigdy nie zaszkodzi. Pomogłam wybrać papier i asystowałam przy wykonaniu zawieszek. No dobra mój mąż sam je zrobił. Ja tylko zaakceptowałam wykonanie. Trochę więcej o zawieszkach ślubnych możecie poczytać TUTAJ, a więcej o ich wykonaniu jest TU. Tak na marginesie to wszyscy goście od razu zgadli, że to był pomysł Wojtka. Chyba muszę trochę popracować nad swoim poczuciem humoru 😉


3. Szato De Bimber 

To akurat wyskoczyło tak przed samym ślubem. Nie wszystkie sale weselne zgadzają się na alkohol bez akcyzy i to jest zupełnie zrozumiałe. Mój mąż miał znajomego, który wraz ze swoim ojcem robił bimber. Wójtowi posmakował, bo miał posmak waniliowo - orzechowy. Postanowił, że będzie na naszym ślubie na stole z winami jako dodatkowa atrakcja, oczywiście za uprzednią zgodą właścicieli sali. Bimber przelaliśmy do dużej, szklanej butelki i Wojtek zrobił szablon etykiety. Potem kupiliśmy papier samoprzylepny, wydrukowaliśmy etykietę i powstało Szato De Bimber. 

4. Wybuchowe obrączki

Oczywiście zdjęć obrączek wśród granatów, broni i łusek nie mogło zabraknąć. Taki miłośnik jak mój mąż nie mógł sobie tego odpuścić i naszej pani fotograf wszystko przygotował, a ona miała to wszystko uwiecznić na zdjęciach. Mojej mamie ten pomysł się zupełnie nie podobał i na głos zastanawiała się po co to. W końcu widziały gały co brały i wiedziałam, że mój Wojtek ma tego typu zainteresowania i to zaakceptowałam. Uważam, że w życiu pasja jest bardzo ważna i nie wolno nikomu zabraniać i podcinać skrzydeł. 

Na tym kończę listę ślubnych pomysłów mojego męża. Było trochę z humorem, trochę militarnie i trochę na poważnie. Cieszę się, że mój mąż wykazał inicjatywę i zaangażował się w organizację naszego ślubu i wesela. Jak przeglądam zdjęcia to nie chce mi się wierzyć, że to tak szybko minęło. Zostały wspomnienia i to bardzo miłe.

PS mój mąż często też powtarza „nigdy się nie śmiej z pomysłów swojego męża, bo jesteś jednym z nich” 😉  
♥ ♥ ♥

Vichy Normaderm nawilżający krem do skóry trądzikowej dla osób dorosłych, czyli jak walczyć z niedoskonałościami i nie przesuszyć skóry?

8/21/2017

Vichy Normaderm nawilżający krem do skóry trądzikowej dla osób dorosłych, czyli jak walczyć z niedoskonałościami i nie przesuszyć skóry?



Niestety problem cery trądzikowej nie tylko dotyka nastolatków, ale również osoby, które już dawno wkroczyły w dorosłe życie. Mimo, iż jestem po trzydziestce, to moja skóra nadal wymaga pielęgnacji anty-trądzikowej. Posiadam cerę mieszaną z nadmiernie błyszczącą się strefą T. Walka z niedoskonałościami nie jest łatwa, ponieważ trzeba uważać, aby zbytnio nie przesuszyć skóry, przez co może jeszcze mocniej się przetłuszczać, jeszcze więcej pryszczy będzie się pojawiać na naszej twarzy i koło się zamyka.

Oprócz kremu z filtrem Idéal Soleil nie stosowałam żadnych innych kosmetyków marki Vichy. Do kupna tego kremu zachęciła mnie duża promocja.

Zapewnienia producenta:
  • zwalcza uporczywe niedoskonałości,
  • usuwa przebarwienia potrądzikowe,
  • zmniejsza widoczność rozszerzonych porów,
  • zahamowuje nadmiernie wydzielane sebum.
  • zapewnia optymalny poziom nawilżenia utrzymujący się nawet do 24 godzin,
  • sprawia, że skóra odzyskuje zdrowy wygląd, nabiera blasku i staje się promienna.


Lubię pielęgnację bardziej naturalną ze względu na to, że do tej pory dużo kosmetyków spowodowało u mnie uczulenie. Dlatego pierwszy raz ten krem użyłam w piątkowy wieczór. Na szczęście nie spowodował u mnie żadnego uczulenia. Co prawda nie należy do kosmetyków naturalnych, pozbawionych chemii. Skład kremu jest długi, ale po dłuższym stosowaniu nie zauważyłam, aby robił krzywdę mojej skórze, wręcz przeciwnie.

Krem Vichy Normaderm nawilżający krem do skóry trądzikowej dla osób dorosłych zamknięty jest w ładnym opakowaniu z pompką. Opakowanie nie tyle co jest estetyczne, ale i bardzo higieniczne i wygodne. Z racji tego, że na dzień stosuję kremy z filtrem, to ten krem używam wieczorem. Lekka konsystencja kremu szybko się wchłania, pozostawiając skórę lekko zmatowioną, ale i dobrze nawilżoną. Krem jest również bardzo wydajny. Kilka razy zdarzyło mi się użyć go rano i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że świetnie nadaje się pod makijaż. 

Przyznam, że nie liczyłam na jakiś efekt WOW. Miałam nadzieję, że moja skóra może trochę się uspokoi, przestanie się przetłuszczać i trochę mniej będzie pojawiać się niedoskonałości. Na samym początku jego stosowania miałam lawinę pryszczy, niestety akurat na mój wyjazd wakacyjny. Nie wiedziałam, czy to od tego kremu, czy przez zbliżające się trudne dni. Problematyczne miejsca szybko się goiły i nie powstawały nowe, a pory przestały się aż tak zapychać. Moja cera wygląda teraz dużo ładniej i zdrowiej, a działanie nawilżające jest widoczne. Muszę się nawet pochwalić, że koleżanki, z którymi już jakiś czas się nie widziałam zauważyły znaczną poprawę mojej cery.


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z tego kremu. Skutecznie rozprawia się z trądzikiem i przebarwieniami po nim. Moja skóra jest dobrze nawilżona i o wiele mniej się błyszczy, chociaż stosuję go tylko na noc. To idealny krem przeciwtrądzikowy dla osób dorosłych. 

Kosmetyki Vichy można kupić w aptekach. Krem ma pojemność 50 ml, i kosztuje ok. 60 zł. Jestem szczęściarą, bo krem udało mi się kupić na promocji w aptece Ziko i zapłaciłam za niego 32,75 zł. Warto sprawdzać promocje, bo można naprawdę fajne perełki kupić za niewielką cenę. 

Jeśli nie jesteście już dawno nastolatkami, ale nadal borykacie się z trądzikiem i szukacie lekkiego, nawilżającego i delikatnie matującego kremu na dzień i na noc to powinniście wypróbować Vichy Normaderm nawilżający krem do skóry trądzikowej dla osób dorosłych.  

Znacie ten krem? Używałyście coś z serii Normaderm? 

♥ ♥ ♥

Owsiane placuszki z cukinii z sosem tzatziki

8/19/2017

Owsiane placuszki z cukinii z sosem tzatziki



Ostatnio bardzo polubiłam cukinię. Mimo, iż jest lekkostrawna i łagodna w smaku jakoś nie przepadałam za nią. Kiedy zaczęłam szukać przepisów i eksperymentować ze składnikami dozwolonymi w trakcie diety South Beach przełamałam się i tak oto teraz często gości na naszych talerzach. Dzisiaj propozycja chrupiących owsianych placuszków z cukinii. Można je podawać na obiad jako dodatek do mięs czy ryb lub nawet na drugie śniadanie, kolację. Gotowe placki podałam z sosem tzatziki. Dość, że bardzo smaczne danie to jeszcze zdrowe i lekkostrawne. 

Składniki (na ok 12-15 szt. placuszków):
  • 1 średnia cukinia
  • 1 mała cebula
  • 4 pieczarki
  • 2 jajka
  • 1 szklanka płatków owsianych
  • przyprawy: sól, pieprz, 1 łyżeczka wędzonej papryki, odrobina sosu sojowego (użyłam jasny) 
  • olej do smażenia (użyłam rzepakowego z dodatkiem oliwy z oliwek) 


Sposób przygotowania:
  1. Cukinię myjemy, odcinamy końcówki i kroimy na ćwiartki aby wyciąć środek z nasionami. Młode cukinie mają środek soczysty i pestki jeszcze nie wykształcone, więc nie trzeba wycinać środka, ale z większych okazów, gdy pestki są już duże lepiej to zrobić.  
  2. Nieobraną cukinię ścieramy na tarce o grubych oczkach. Solimy i odstawiamy na 15 minut, aby cukinia puściła wodę.
  3. Po tym czasie dokładnie odciskamy cukinię z nadmiaru wody. Pieczarki ścieramy na tarce o grubych oczkach, a cebulę drobno siekamy.
  4. Wszystkie składniki łączymy, dodajemy jajka, płatki owsiane i przyprawy.
  5. Dokładnie mieszamy i smażymy małe placuszki na dobrze rozgrzanym oleju. Placuszki są bardzo delikatne i nie zrażajmy się kiedy pierwszy rzut nam nie wyjdzie. Najlepiej, aby placuszki nie były za cienkie i za duże i całe mieściły się na łopatce do przewracania, wtedy nie będą się rozpadać.   


Sos tzatziki

Wiem, że do tzatziki używamy gęstego jogurtu typu greckiego i nie powinniśmy dodawać odtłuszczonego jogurtu, bo im gęstszy i tłustszy jogurt tym lepiej. Ja zgrzeszyłam i do zrobienia tego sosu użyłam odtłuszczony jogurt, ale grecki i jest naprawdę bardzo gęsty. Sos tzatziki wyszedł pyszny i w wersji fit, ale jeśli nie liczycie kalorii to użyjcie typowego jogurtu greckiego.


Składniki:
  • 150 g jogurtu typu grecki (u mnie odtłuszczony)
  • 2-3 ogórki gruntowe
  • 2-3 ząbki czosnku (dodaję 3 ząbki, bo z mężem lubimy mocno czosnkowy sos)
  • sól, pieprz do smaku
  • świeża mięta oraz koperek

Sposób przygotowania:
  1. Obrane ogórki ścieramy na tarce o dużych oczkach, solimy i odstawiamy na 10-15 minut. Następnie bardzo dokładnie odciskamy miąższ ogórka z wydzielonego soku.
  2. Do ogórka dodajemy jogurt, przeciśnięty przez praskę czosnek, oraz posiekaną miętę i koperek.
  3. Wszystko dobrze mieszamy i doprawiamy do smaku. Gotowy sos odstawiamy do lodówki na godzinę, aby smaki się przegryzły, a sos schłodził. Sos tzatziki możesz przechowywać w lodówce w zamkniętym pojemniku lub słoiczku przez 1-2 dni, ale gwarantuję, że szybko zniknie. 
Smacznego!
♥ ♥ ♥

Ducray Melascreen UV - lekki krem SPF 50+ dry touch, czy lepszy od Vichy Idéal Soleil?

8/17/2017

Ducray Melascreen UV - lekki krem SPF 50+ dry touch, czy lepszy od Vichy Idéal Soleil?



Kremami z filtrem zaczęłam się dopiero interesować, jak dorobiłam się szpecących przebarwień na twarzy. Niestety trochę, za późno i teraz cały czas szukam kosmetyków, które pomogłyby mi korygować i zapobiegać powstawaniu kolejnych przebarwień. W moim przypadku sprawa jest utrudniona, ponieważ posiadam cerę mieszaną w kierunku tłustej. Zwłaszcza latem mam problem ze świeceniem się skóry i zapychaniem. Na szczęście na rynku pojawia się coraz więcej kremów z filtrem przeznaczonych do cery tłustej i mieszanej. Jeśli jesteś posiadaczką cery mieszanej i tak jak ja cenisz sobie odpowiednią ochronę przeciwsłoneczną to ten post jest akurat dla Ciebie.

O marce Ducray usłyszałam w aptece jak chciałam kupić kolejne opakowanie Vichy Idéal Soleil. Usłyszałam, że Ducray Melascreen jest o wiele lepszy od Vichy o którym pisałam TUTAJ. Krem ma za zadanie zabezpieczyć naszą skórę oraz ograniczyć i rozjaśnić przebarwienia. Właśnie to ograniczanie i rozjaśnianie przebarwień mnie zaintrygowało. Czy faktycznie krem z filtrem może zredukować przebarwienia? Postanowiłam zaspokoić swoją ciekawość i tym razem zamiast mojego kochanego Vichy kupiłam Ducray Melascreen UV - lekki krem SPF 50+ suchy w dotyku.

Zapewnienia producenta:
  • system ochrony przeciwsłonecznej o szerokim spektrum działania blokuje promienie UVA i UVB;
  • RonaCare®AP przyczynia się do redukcji przebarwień i ochrony przed foto-starzeniem;
  • matująca, sucha w dotyku konsystencja jest niewidoczna na skórze;
  • formuła jest fotostabilna i odporna na pot i wodę, nawet w gorącym klimacie;
  • skóra odzyskuje promienność, a przebarwienia zostają widocznie zredukowane.

Skład:

O składzie nie będę się rozpisywać, ale sprawdziłam i faktycznie filtry zawarte w kremie nie są przenikające. W sumie to najważniejsze jest w takim kremie. Dodatkowo nie zawiera parabenów, ani substancji zapachowych.


Moja opinia:

Tubka, w której znajduje się krem jest wyposażona w pompkę dozującą. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, które umożliwia dokładne odmierzenie kremu. Dużym plusem jest to, że na opakowaniu jest wskazane, że aby ochrona była skuteczna powinno nakładać się 5-6 porcji na twarz, czyli 5-6 naciśnięć aplikatora. Dzięki tej wskazówce nie musimy bawić się w odmierzanie kremu.

Krem Ducray Melascreen SPF 50+ jest przyjemny w aplikacji i łatwo się rozprowadza, ale trzeba uważać, aby nie pozostały białe smugi. Wystarczy tylko sprawnie rozsmarować krem i po smugach nie ma ani śladu. Filtr nie bieli i szybko się wchłania. Na samym początku niestety mnie rozczarował, bo po nałożeniu skóra nie robi się matowa i aksamitna tak jak przy Vichy Idéal Soleil. Postanowiłam jednak dać jemu szansę, bo w końcu skoro go kupiłam to teraz muszę go zużyć. Krem stosowałam w trakcie największych upałów i podczas wyjazdu wakacyjnego. Nie spowodował u mnie żadnych uczuleń, nie zapchał mojej skóry i nie nabawiam się nowych przebarwień. Mimo, iż nie pozostawiał matowego efektu tak jak przy Vichy to po nałożeniu skóra nie świeciła się tak jak w przypadku innych filtrów. Skóra miała zdrowy wygląd i była lekko zmatowiona. Krem Ducray nadaje się pod makijaż. Oczywiście nie było dla mnie zaskoczeniem, że zaczynałam się świecić, ale było to dopiero w godzinach popołudniowych. W sumie przy takich temperaturach jakie ostatnio panowały to świetnie sobie radził.


A czy zauważyłam redukcję przebarwień? No właśnie nie. Krem stosuję od ponad miesiąca i uważam, że po takim czasie nie ma szansy, aby przebarwienia zbledły. Na to trzeba czasu. Może po dłuższym stosowaniu, ale raczej nie sądzę żeby ta redukcja przebarwień była jakaś znaczna. Jeśli mamy tendencję do przebarwień, to bardzo ważna jest odpowiednia ochrona, a ten krem tą ochronę zapewnił.

Podsumowując Vichy jest moim ulubieńcem ze względu na ten cudowny efekt zmatowienia i aksamitnej skóry, ale Ducray również polubiłam. Mimo, iż nie pozostawia takiego efektu na skórze jak Vichy to jednak da się zauważyć jego właściwości matujące. Makijaż dobrze utrzymuje się na twarzy, a był testowany w naprawdę ekstremalnych warunkach. Dlatego postanowiłam, że będę sięgała zarówno po Vichy jak i Ducray. Nie mogę powiedzieć, że jest lepszy, czy gorszy. Według mnie oba kemy są dobre i godne uwagi.

Kosmetyki Ducray tak samo jak Vichy można kupić w aptekach. Ducray ma pojemność 40 ml i kosztuje w granicach 40-50 zł. Dla próbowana Vichy ma 50 ml i kosztuje podobnie.

Stosujecie kremy z filtrem do twarzy?


Ślubne pomysły mojego męża #1

8/14/2017

Ślubne pomysły mojego męża #1



Nie oszukujmy się, ale organizacja i dopinanie szczegółów związanych ze ślubem spoczywa głównie na barkach przyszłej Panny Młodej. To kobieta skupia się na takich szczegółach jak motyw przewodni, zaproszenia, winietki itd. Cała organizacja jest naprawdę pracochłonna. Można też zlecić wszystko wedding plannerowi, ale u nas nie było takiej potrzeby, bo byłam w swoim żywiole zajmując się organizacją i decydując o najmniejszych szczegółach.

Muffiny z czerwonej fasoli - zdrowe i dietetyczne

8/13/2017

Muffiny z czerwonej fasoli - zdrowe i dietetyczne



Uwielbiam słodycze, no ale cóż nie można z nimi przesadzać. Dlatego lubię szukać zdrowych alternatyw dla kalorycznych ciast, czy słodkości. U mnie jeszcze trwa I faza diety South Beach. Przydatny jest czasami taki detoks. Jednak ostano mam ogromną ochotę wbić zęby w coś słodkiego. Kiedyś miałam straszne napady, aż do tego stopnia, że potrafiłam od razu wciągnąć całe opakowanie ptasiego mleczka, a potem narzekałam, że brzuch mnie boli i czuła się okropnie. Teraz też oczywiście miewam takie napady, ale o wiele mniejsze i potrafię sobie z tym poradzić. Jednak to prawda, że cukier uzależnia i to bardzo.

Vianek - moi normalizujący ulubieńcy

8/10/2017

Vianek - moi normalizujący ulubieńcy



Jako posiadaczka cery mieszanej, skłonnej do niespodzianek, czasem nawet licznych sięgam często po normalizujące kosmetyki. Dzisiaj po lupę idą żel i tonik do twarzy oraz tonik - wcierka do skóry głowy firmy Vianek. Wszystkie te produkty są z serii normalizującej. Wśród kosmetyków normalizujących do twarzy znajdziemy również kremy na noc i na dzień, ale jeszcze nie miałam okazji ich wypróbować. Sięgnęłam, po tą serię, bo miałam naprawdę duży problem. W okresie letnim moja skóra zaczyna mocno się przetłuszczać. Zimą zaś mam tendencję do przesuszania się skóry w niektórych okolicach twarzy. Jeśli chodzi o włosy to zawsze miałam problem z ich nadmiernym przetłuszczaniem się. Do tego już się przyzwyczaiłam, ale zaczęło mnie denerwować nadmierne ich wypadanie. Nic tak bardziej nie wkurza jak włosy latające po podłodze. Postanowiłam, więc wypróbować wychwalaną przez tyle osób wcierkę do skóry głowy.


Normalizujący żel do mycia twarzy

Żelem myłam twarz dwa razy dziennie, gdy moja cera nie wyglądała najlepiej. Miałam dużo wyprysków i czułam, że moja skóra potrzebuje porządnego oczyszczenia. Jest szczególnie polecany do pielęgnacji cery tłustej, mieszanej, trądzikowej i zanieczyszczonej. Bardzo polubiłam jego ziołowy zapach zwłaszcza rankiem. Jest taki świeży i pobudzający do życia. Świetnie oczyszcza skórę, odblokowuje pory i co najważniejsze nie wysusza. Pomimo zawartości kwasu salicylowego żel nie podrażnia i nie daje uczucia ściągnięcia skóry. Idealnie przygotowuje cerę do dalszej pielęgnacji. Jest wydajny, ma gęstą, żelową konsystencję. Produkt znajduje się w buteleczce o pojemności 150 ml, a pompka ułatwia nam dozowanie. Jego cena waha się w okolicach 18 zł. Uważam, że nie jest to wygórowana cena. Zdecydowanie polecam.  


Normalizujący tonik do twarzy

Tonik jest polecany do codziennej pielęgnacji cery przetłuszczającej się i problematycznej. Jego zapach za sprawą olejku miętowego jest mega orzeźwiający i przyjemny. Kosmetyk został wzbogacony o ekstrakty roślinne takie jak: ekstrakt ze skrzypu polnego, ekstrakt z aloesu i kwas AHA jabłkowy, który ogranicza powstawanie zaskórników i zmniejsza nadmierne rogowacenie naskórka. Odświeża skórę, przyspiesza regenerację zmian skórnych i przywraca skórze odpowiedni poziom pH. Nie zawiera alkoholu, dzięki czemu nie wysusza i nie podrażnia cery. Bardzo go polubiłam. Znajduje się w buteleczce o pojemności 150 ml, a jego cena również waha się w granicach 18 zł.  Jeśli macie problem z wypryskami, musicie go wypróbować. Naprawdę warto.


Normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy

Tonik do skóry głowy marki Vianek przeznaczony jest przede wszystkim do pielęgnacji skóry głowy, która szybko się przetłuszcza i posiada tendencję do powstawania łupieżu. Według zapewnień producenta tonik wzmacnia cebulki włosowe, nawilża i odżywia skórę głowy, a także stymuluje pracę gruczołów łojowych. To co zaobserwowałam wcierka jest leciutka, nie obciąża włosów i muszę przyznać, że faktycznie mi pomogła. Również pachnie mocno orzeźwiająco. Co prawda nie zauważyłam, aby moje włosy mniej się przetłuszczały. Niestety nadal muszę myć je codziennie, ale zależało mi głównie na tym, aby mniej wypadały. Tonik do skóry głowy korzystnie wpłynął na moje włosy i nie żałuję tego zakupu. Produkt znajduje się w buteleczce z atomizerem o pojemności 150 ml i kosztuje około 19 zł.  

Reasumując kosmetyki z serii normalizującej firmy Vianek warto wypróbować zwłaszcza, że cenowo wychodzą bardzo atrakcyjnie i korzystnie wpływają na naszą cerę i włosy.

Znacie te kosmetyki? Lubicie zieloną serię Vianek?
Spaghetti z cukinii z krewetkami - smacznie, lekko i zdrowo

8/07/2017

Spaghetti z cukinii z krewetkami - smacznie, lekko i zdrowo



Uwielbiam dania z makaronem w roli głównej. No, ale wróciliśmy do I fazy diety South Beach i o makaronie na razie mogę zapomnieć. Dlatego postanowiłam wypróbować hit Internetu, czyli spaghetti z cukinii. W zależności od dodatków danie to jest dozwolone na diecie odchudzającej, czy bezglutenowej. Dość, że cukinia ma niewiele kalorii to jeszcze zawiera magnez, żelazo, potas oraz witaminy z grupy B. Początkowo byłam sceptycznie nastawiona, ale spaghetti z cukinii jest naprawdę dobre i do tego lekkie. Do zrobienia takiego makaronu pomocna będzie obieraczka julienne, którą kupiłam na allegro. Dzięki temu gadżetowi zajmie nam to dosłownie chwila. Koniecznie musicie spróbować, bo naprawdę warto wprowadzić do swojej diety lekkie i zdrowe dania.


Składniki:
  • 2 cukinie
  • około 200 g surowych krewetek
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek
  • 10 pomidorków koktajlowych
  • przyprawy: sól, pieprz, chili, 1 łyżeczka papryki wędzonej, przyprawa do sałatek   


Sposób przygotowania:
  1. Krewetki myjemy pod bieżącą wodą pozbywając się głowy i pancerza z ogonem. Potem nacinamy krewetkę wzdłuż całego grzbietu i usuwamy ciemną żyłkę, czyli jelito. Po oczyszczeniu krewetek płuczemy je w zimnej wodzie i osuszamy papierowym ręcznikiem. 
  2. Na patelni rozgrzewamy oliwę z dodatkiem chili i czosnkiem.
  3. Następnie smażymy na niej krewetki z dwóch stron, przez ok. 3 minuty (aż się zarumienią). Pod koniec dodajemy 1 łyżeczkę papryki wędzonej i pomidorki koktajlowe pokrojone na ćwiartki lub połówki.   
  4. Umyte, nieobrane cukinie tniemy na makaron pozostawiając część z nasionami. 
  5. Powstały makaron przesypujemy na patelnię, mieszamy z resztą składników i podsmażamy całość przez około 2 minuty. Gotowe danie doprawiamy solą, pieprzem, przyprawą do sałatek i podajemy.
Smacznego  

Copyright © 2017 Projekt Housewife