Koktajl z kiwi z dużą dawką witaminy C

10/20/2017

Koktajl z kiwi z dużą dawką witaminy C



Nadszedł czas na solidną rekonwalescencję po chorobie, więc postanowiłam serwować sobie koktajle nafaszerowane witaminami. Ostatnimi czasy trochę zaniedbałam tą kwestię, a przecież jest to jeden z najprostszych sposobów, aby dostarczyć naszemu organizmowi witaminy w surowej, nieprzetworzonej postaci. Powinniśmy po nie sięgać nie tylko wtedy kiedy czujemy się niewyraźnie, ale również do stosowania profilaktycznego, żeby wzmocnić naszą odporność.

Składniki (2 mniejsze porcje, ewentualnie 1 duża z dokładką):
  • 1/2 szklanki kefiru
  • 2 kiwi
  • 1 banan
  • 1 pomarańcza
  • 1/2 cytryny
  • 1/2 pęczka natki pietruszki
  • 1/2 łyżeczki kurkumy
  • odrobina startego imbiru
  • 1 łyżeczka miodu


Sposób przygotowania:
  1. Do blendera wlewamy kefir, dorzucamy posiekaną natkę pietruszki, wyciśnięty sok z cytryny i pomarańczy, miód, odrobinę startego imbiru, kurkumę i blendujemy.
  2. Po chwili dodajemy obranego i pokrojonego na mniejsze kawałki banana i kiwi.
  3. Całość blendujemy do momentu uzyskania jednolitej konsystencji.
  4. Jeśli koktajl okaże się dla nas za mało słodki możemy dodać więcej miodu.
  5. Najlepiej podawać od razu.
♥ ♥ ♥

Ten zielony koktajl to istna bomba witaminowa. Produkty wykorzystane w koktajlu są szczególnie bogate w witaminę C, zwłaszcza natka pietruszki, która ma znacznie więcej witaminy C niż cytrusy. Jest to idealny środek do walki z przeziębieniem oraz sposób na podniesienie odporności organizmu. Dodatkowo w koktajlu znajdziemy inne drogocenne witaminy i minerały. Z kolei imbir jest naturalnym środkiem przeciwwirusowym i antybakteryjnym, a dodatek kurkumy zwiększa działanie przeciwzapalne i wzmacnia odporność. Sami widzicie, że warto eksperymentować i sięgać po takie dobrodziejstwa.

Smacznego!

Wracam do żywych, czyli jak odzyskać siły po chorobie?

10/19/2017

Wracam do żywych, czyli jak odzyskać siły po chorobie?



Cisza na blogu nie była spowodowana moim lenistwem, czy brakiem pomysłów, ale okropnym choróbskiem, które skutecznie rozłożyło mnie na łopatki. Dopiero dzisiaj czuję się trochę lepiej. Gorączka wreszcie ustąpiła, ale jestem jeszcze osłabiona. Po antybiotykoterapii szybki powrót do formy okazuje się często trudniejszy niż samo wyleczenie. Zdaję sobie sprawę, że potrzebuję czasu na regenerację, bo niestety walka z infekcją skutecznie osłabiła mój organizm. Muszę też szczególnie o siebie zadbać, żeby ponownie nic mnie nie dopadło. Na szczęście istnieją również naturalne, domowe sposoby na walkę z chorobą, którymi dzisiaj chciałam się z Wami podzielić. Pewnie każdy o nich słyszał, ale w dzisiejszym zabieganym świecie często się zdarza, że zupełnie o nich zapominamy. Dzięki tym sposobom możemy również mimo przyjmowania leków szybciej wrócić do zdrowia i odzyskać siły.

1. Ciepły koc i dużo snu 

Jak choroba nas dopadnie słusznym wyjściem jest pozostanie w domu i wygrzanie się w łóżku. Wiem, że to jest trudne zwłaszcza, gdy pracujemy zawodowo, no ale cóż zdrowie jest ważniejsze. Zawsze mam z tego powodu wyrzuty sumienia, ale powinniśmy też pomyśleć o innych, bo możemy ich pozarażać, bo potem tylko błędne koło. Podczas snu nasz organizm również się regeneruje, dlatego jest to istotne w trakcie walki z chorobą.

2. Kasza gryczana i jaglana

Kasza ma dużo białka, soli mineralnych, mikroelementów i witamin B oraz jest bogata w niezbędny dla układu immunologicznego magnez. Najlepiej jeść gryczaną i jaglaną. Kasza gryczana jest ceniona za właściwości rozgrzewające, a jaglana pomoże wypędzić wirusy. 

3. Imbir

O imbirze nie trzeba dużo pisać, bo każdy wie, że jest to świetny naturalny antybiotyk. Warto go wrzucać do herbaty lub innych dań. 

4. Czosnek

Kolejny naturalny antybiotyk. Nie wszyscy za nim przepadają. Uwielbiam dobrze ciepłe mleko z czosnkiem i miodem. Idealne rozgrzewający napój przed snem. Staram się też dużo czosnku dodawać do różnych dań nie tylko ze względu na to, że jest zdrowy, ale dlatego, bo lubię.

5. Miód 

Nie piję słodzonej herbaty, ale w trakcie choroby, czy okresie regeneracyjnym często piję ciepłą herbatę z miodem i cytrusami. 

6. Cytryna i pomarańcza

Nie przepadam za herbatą z samą cytryną tylko w połączeniu z pomarańczą. Według mnie świetnie się komponują ze sobą i dodatkowo stanowią niezastąpione źródło witaminy C. 

7. Witaminy 

Nie chodzi tu o witaminy tylko w tabletkach. To, że owoce i warzywa mają dużo witamin to nie trzeba nikomu mówić. Aby wzmocnić organizm powinniśmy jeść zdrowo i unikać produktów słabej jakości. Najwięcej wartości mają świeże owoce i warzywa. Witaminę A dostarczą żółte i czerwone warzywa, witaminę B orzechy i słonecznik, zaś witaminę C papryka, pietruszka i kiwi.

8. Dużo białka

Nie chodzi tylko o antybiotykoterapię. Walcząc z choróbskiem nasz organizm zużywa dużo białka, dlatego w okresie rekonwalescencji warto uzupełnić jego niedobór. Pomogą w tym jajka na miękko, ryby morskie, chude biało mięso oraz jogurty, kefiry i inne produkty mleczne.

9. Dużo wody 

O tym, że na co dzień powinniśmy pić odpowiednią ilość wody nie trzeba nikomu przypominać. Szczególnie jest to ważne w trakcie choroby, bo podczas gorączki nas organizm jest narażony na odwodnienie. W trakcie wizyty każdy lekarz o tym przypomina, dlatego nie powinniśmy bagatelizować tego zalecenia.

Poza tym dodatkowo powinniśmy pamiętać, że niczego nie dodajemy do wrzątku! Wszystkie dodatki takie jak miód, cytrynę, imbir itp. wrzucamy do ciepłej herbaty. Zalewając je wrzątkiem stracą swoją cudowną moc, a przecież tego nie chcemy.

Zdaję sobie sprawę, że w trakcie choroby zupełnie nie mamy siły na przygotowywanie zdrowych posiłków zwłaszcza z gorączką. Mój mąż w czasie mojej niedyspozycji jest w stanie co najwyżej zrobić zupkę chińską albo wstawić mrożoną pizzę do piekarnika. Skazana jestem wtedy na tzw. śmieciowe jedzenie, ale jak gorączka przechodzi szybko zabieram się za gotowanie, aby nie paść z głodu. Dobrze, że chociaż w trudnych chwilach robi mi rozgrzewającą herbatę oraz mleko z miodem i czosnkiem.

♥ ♥ ♥

A u Was jak ze zdrowiem? Macie swoje sposoby na walkę z paskudnym choróbskiem? 

Pierwszy taniec weselny - kilka rad i inspiracji

10/14/2017

Pierwszy taniec weselny - kilka rad i inspiracji



Mimo, iż dawno mamy za sobą przygotowania do ślubu nadal lubię oglądać na YouTube filmiki przedstawiające pierwszy taniec weselny Par Młodych. Uwielbiam oglądać takie artystyczne popisy, bo naprawdę widać, że niektóre pary włożyły naprawdę wiele wysiłku.

Nie każdy oczywiście musi wykonywać skompilowane figury taneczne, bo to wszystko zależy od naszych możliwości. Bez wątpienia pierwszy taniec jest jednym z bardziej stresujących momentów przyjęcia weselnego. Jesteśmy w centrum uwagi, wszyscy goście weselni skupiają na nas wzrok i dodatkowo chcemy, aby w niczym się nie pomylić i wyszło jak najlepiej.

W sieci zauważalne jest dodawanie nagrań z coraz to bardziej skomplikowanymi układami tanecznymi. Można nawet powiedzieć, że to takie pokazy rodem z Dancing with the Stars. Jeśli ktoś dobrze się czuje na parkiecie i ma taką potrzebę, to czemu nie. Wybierając jednak piosenkę i układ taneczny powinniśmy zwrócić uwagę na swoje umiejętności i na to jaką będziemy miały suknię ślubną i buty. Nie wyobrażam sobie, aby popularny kawałek z Dirty Dancing tańczyć w princesce. Dodatkowo ważne, abyśmy czuli się swobodnie w tańcu. Moim zdaniem lepiej zatańczyć z tzw. nóżki na nóżkę niż nieudaną aranżację „wyuczonego” tańca do którego nie mamy odpowiednich predyspozycji.

Jeśli o nas chodzi to na pewno nie zrobiliśmy furorę podczas naszego pokazu tanecznego. W sumie nie zależało nam na tym. Mój mąż nie posiada talentu i zawsze powtarza, że „jemu muzyka w tańcu nie przeszkadza”. Najważniejsze, że znaleźliśmy kawałek, który nam się spodobał i byliśmy w stanie do niego zatańczyć. Uczęszczaliśmy na indywidualne lekcje nauki tańca, żeby swobodnej czuć się na parkiecie. Mimo to stras był mega duży zwłaszcza, jak podczas tańca obcas zahaczył mi się o halkę i miałam wrażenie, że zaraz runę na podłogę, ale wszystko dobrze się skończyło.

Reasumując pierwszy taniec jest istotny i można z niego zrobić niezłe show, ale nie najważniejszy. Jeśli natura nie obdarzyła nas zdolnościami tanecznymi nie powinniśmy się przejmować, że nie będziemy w stanie zatańczyć czegoś skomplikowanego. Nawet taki „zwykły” taniec bez trudnych figur ma swój urok zwłaszcza, gdy widać, że Para Młoda dobrze się bawi i swobodnie się czuje w tańcu. 


Na zakończenie przygotowałam dla Was kilka filmików, które należą do moich ulubionych. Może będzie to dla Was mała inspiracja, albo świetna rozrywka na jesienne wieczory. Wszystkie Pary Młode wykonały naprawdę kawał dobrej roboty.


A Wam, który taniec najbardziej się spodobał?


Jak wytrzymać na diecie? Moje 7 sprawdzonych sposobów

10/11/2017

Jak wytrzymać na diecie? Moje 7 sprawdzonych sposobów



Dieta bardzo często kojarzy się nam z głodówkami. Ważne abyśmy nie stosowali rygorystycznych diet, które są tylko na jakiś czas, a potem powracali do poprzednich nawyków. Jeśli chcemy cieszyć się zgrabną sylwetką nie tylko przez jakiś czas, nie możemy podchodzić do zdrowego odżywania jako coś strasznego. W moim przypadku kilka czynników się złożyło na to, że przeszłam na dietę South Beach. Nie mogłam schudnąć, miałam ciągłe napady niepohamowanego łakomstwa itd. U mnie dieta ta świetnie się sprawdziła, bo dzięki niej poznałam, co tak naprawdę powinnam unikać, aby nie przybierać na wadze. Dzisiaj jednak nie o diecie South Beach tylko o tym jak sobie radzić z wprowadzaniem zdrowej diety albo raczej zdrowego trybu życia. Na początku oczywiście nie jest różowo. Do dzisiaj zdarzają się dni, kiedy mam ogromne napady łakomstwa i gdybym mogła to wciągnęłabym połowę lodówki, a najlepiej jakby to było coś mega niezdrowego. Na szczęście mam na to swoje sposoby. Oczywiście zdarzają się też dni kiedy pozwalam sobie na małe odstępstwa, ale nie jest to codziennie tylko raz na jakiś czas. W końcu to, że zmieniamy swoje nawyki żywieniowe na zdrowsze nie oznacza wcale, że raz na zawsze żegnamy się z czekoladą czy czerwonym winem. W tym wszystkim chodzi o to, aby zachować umiar i zdrowy rozsądek.

No dobra zmierzając do sedna poniżej kilka punktów, które sprawiają, że jest mi o wiele łatwiej w trudnych chwilach.


1. Wyprowadź śmieciowe jedzenie z domu

Po co się kusić. W chwilach zwątpienia, gdy będziesz miała pod ręką niezdrowe przekąski i słodycze do których masz słabość najprawdopodobniej po nie sięgniesz. Dlatego najlepszym sposobem, aby powstrzymać się przed jedzeniem kalorycznych łakoci jest nieposiadanie ich w domu. Jeśli jednak mieszkamy z kimś, kto je słodycze lub inne niezdrowe produkty dobrze byłoby, aby umieścić jej w miejscu do którego nie będziemy mieli dostępu, albo będzie on znacznie ograniczony. Odkąd mieszkam sama z mężem nie kupujemy takich produktów, które tylko niepotrzebnie kuszą, dzięki czemu jest o wiele łatwiej.

2. Gotuj zdrowiej, ale smacznie 

Nie ma nic gorszego niż jedzenie bez wyrazu mimo, że jest zdrowe. Zmieniając swój tryb życia zaczęłam dużo eksperymentować w kuchni, odchudzać posiłki i poznawać nowe przyprawy i przepisy. Dzięki temu nie wyobrażam sobie teraz powrotu do moich poprzednich nawyków żywieniowych, bo to co teraz jemy naprawdę nam smakuje i sprawia, że czujemy się o wiele lepiej.

3. Nie głoduj

Nie ma nic gorszego niż chodzenie głodnym, wtedy co trochę zagląda się do lodówki i podjada dodatkowe przekąski, a i tak dalej będziemy nienasyceni. Dlatego najlepszym rozwiązaniem jest jeść takie porcje posiłków, które będą sycące. Nie należy jednak przesadzać. Mamy się najeść, ale nie przejść.

4. Pij wodę i napoje niesłodzone 

Woda nie tylko oczyszcza organizm, ale też sprawa, że czujemy się mniej głodni. Ja niestety mam problem z piciem wody i czasami nawet o tym zapominam, dlatego trzeba znaleźć swój złoty środek. O wiele bardziej mi smakuje woda po dodaniu mięty do butelki, wtedy z chęcią po nią sięgam. Jesienią i zimą często sięgam po herbaty, które nie słodzę. Długo przyzwyczajałam się do tego, ale teraz nie wyobrażam sobie picia słodkiej herbaty czy kawy. To moja kolejna wygrana walka z cukrem.


5. Pamiętaj, dlaczego to robisz

W chwilach zwątpienia warto sobie przypomnieć dlaczego to robimy. Jak mam sięgnąć po jakiś batonik zaczynam rozważać to, czy warto i dlaczego tak naprawdę zaczęłam się odchudzać. W moim przypadku nie tylko chodziło o zgrabną sylwetkę i pozbycie się kompleksów. Również aspekty zdrowotne spowodowały, że postanowiłam zmienić swoje życie na lepsze. Moje wyniki znacznie się poprawiły, pozbyłam się nadwagi, a i wysiłek fizyczny nie jest już dla mnie problemem.

6. Nie poddawaj się, kiedy zrobisz coś źle

Do dzisiaj zdarzają mi się takie złe dni, podczas których zjadam więcej, niż powinnam. No cóż mówi się trudno i trzeba z tym żyć dalej. U mnie akurat są takie dni kiedy przechodzę ze skrajności w skrajność. Raz zjadłabym konia z kopytami, a raz zupełnie zapominam o jedzeniu. Kiedy mam taki dzień obżarstwa to na drugi dzień rekompensuję to np. wysiadając z tramwaju dwa przystanki dalej, aby zrobić sobie spacerek. Od razu mam lepsze samopoczucie i budzi się we mnie walka, że dam radę, nie należy się podawać i odkładać tej walki do następnego tygodnia. Uważam, że to głupie i bez sensu, żeby dawać za wygraną po jednej małej porażce. Każdy ma swój zły dzień, trzeba tylko uparcie dążyć do celu.

7. Pozytywne nastawienie

Po co rozpamiętywać cały dzień o tym, że jesteśmy na diecie. Oczywiście zdarzają się gorsze chwile i to nawet bardzo często zwłaszcza w początkowej fazie odchudzania. U mnie wyglądało to tak, że zakładałam słuchawki i oglądałam teledyski z pięknymi i szczupłymi tancerkami i piosenkarkami, wyobrażając sobie, że niedługo i ja będę mogła się cieszyć zgrabną figurą. Naprawdę to mi bardzo pomagało. Może głupi sposób, ale działa.

Powodzenia!
♥ ♥ ♥

Dajcie znać, jakie są Wasze sposoby.


Pikantna gorąca czekolada w wersji fit

10/09/2017

Pikantna gorąca czekolada w wersji fit



Uwielbiam gorącą czekoladę, zwłaszcza teraz kiedy wieczory są coraz dłuższe i chłodniejsze. Tylko niestety problemem są kalorie. Nawet taka gorąca czekolada w proszku zawiera bardzo dużo cukru. Nie oszukujmy się jak zrobię gorącą czekoladę z połowy tabliczki to i tak nie będę mogła się powstrzymać przed jej zjedzeniem, więc na jedno wyjdzie. Dlatego postanowiłam poeksperymentować i wyszła gorąca czekolada, taka trochę oszukana i mniej kaloryczna, ale jaka pyszna i kremowa. Oto przed Wami zdrowsza alternatywa pikantnej gorącej czekolady.

Składniki (1 porcja):
  • 350 ml mleka (u mnie 2%)
  • 2 łyżki kakao
  • 2 łyżko ksylitolu
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka mąki ziemniaczanej (jeśli chcemy, aby czekolada miała konsystencję rzadkiego budyniu możemy dodać 1 płaską łyżkę mąki ziemniaczanej)
  • 1/2 łyżeczki mieszanki przyprawy chili 
  • orzechy do posypania (opcjonalnie)


Sposób przygotowania:
  1. Do garnka wlewamy 200 ml mleka, dodajemy chili, cynamon i kakao. Dokładnie mieszamy do połączenia składników. Mleko podgrzewamy na średnim ogniu.
  2. W 150 ml zimnego mleka rozpuszczamy mąkę ziemniaczaną i dodajemy ksylitol.
  3. Do gotującego się mleka dodajemy rozpuszczoną mąką z ksylitolem i zagotowujemy energicznie mieszając, aby nie powstały grudki.
  4. Mieszamy, aż czekolada zgęstnieje.
  5. Gotową czekoladę przelewamy do kubka.

Poniżej przedstawiam Wam zestawienie kaloryczności podstawowej wersji gorącej czekolady i czekolady w wersji fit bez przypraw i dodatków. 
  
Gorąca czekolada tradycyjna:

Gorąca czekolada w wersji fit:

Mimo, iż węglowodanów więcej znajduje się w czekoladzie fit, to tradycyjna wersja jest bardziej kaloryczna i zawiera ponad pięć razy więc tłuszczy. Dlatego warto eksperymentować i szukać zdrowszych alternatyw kalorycznych deserów, ale mimo to pamiętajmy o zachowaniu zdrowego rozsądku i umiaru.

♥ ♥ ♥ 

Dajcie znać, czy Wam smakowało 


Herbaciany kisiel wiśniowy

10/05/2017

Herbaciany kisiel wiśniowy

 

Dzisiaj mam dla Was pyszny i bardzo szybki deser. W tym roku jesień nas nie rozpieszcza, więc pierwszorzędny na rozgrzanie i osłodę będzie kisiel, ale taki domowy, bez zbędnej chemii. Szczerze, nie wiedziałam, że to takie proste i szybkie. Kiedyś kisiel i budyń kojarzył mi się tylko z takimi z torebki. Nie oszukujmy się jednak, bo czuć tą sztuczność w takich sklepowych deserach. Dlatego postanowiłam serwować sobie takie zdrowe desery. Warto przecież się rozpieszczać i to na dodatek w taki zdrowy sposób. Uwielbiam takie rozgrzewające słodkości zwłaszcza w jesienne i zimowe wieczory. Spróbujcie koniecznie, a nie pożałujcie.

Składniki (3 porcje):
  • 550 ml wody
  • 4 herbaty wiśniowe (u mnie Saga)
  • 3 łyżki cukru trzcinowego
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 spore garści wiśni drylowanych (u mnie mrożone)


Sposób wykonania:
  1. Do garnka wlewamy 400 ml wody, zagotowujemy, wrzucamy torebki z herbatą i zaparzamy 10 minut pod przykryciem.  
  2. W 150 ml zimnej wody rozpuszczamy mąkę ziemniaczaną i dodajemy cukier.
  3. Do zaparzonej herbaty dodajemy wodę z mąką i cukrem oraz wiśnie i ponownie zagotowujemy energicznie mieszając, aby nie powstały grudki.
  4. Mieszamy, aż masa zgęstnieje.
  5. Gotowy kisiel przelewamy do szklaneczek.

Smacznego!
♥ ♥ ♥

Dajcie znać, czy Wam smakowało 
 
Pantene, Olejek odbudowujący keratynę z witaminą E

10/04/2017

Pantene, Olejek odbudowujący keratynę z witaminą E



Nie jestem ekspertką w pielęgnacji włosów. Przechodziłam już przez etap prostownicy, zapuszczania włosów, eksperymentów z kolorami itd. Tyle już nietrafnych decyzji podjęłam, że potem już był płacz i zgrzytanie zębami. Teraz bardziej rozważnie podchodzę do tematu zmiany fryzury, czy koloru włosów. Już tyle razy miałam tak zniszczone włosy, że szkoda gadać. Raz na zawsze pożegnałam się z prostownicą. Teraz w sumie to się zastanawiam po co ja kiedyś prostowałam włosy skoro mam proste jak drut. Poniekąd to była raczej gonitwa z modą, bo skoro inni używali to ja też. No, ale cóż człowiek całe życie uczy się na własnych błędach. Teraz też nie rozpieszczam swoich włosów, bo niestety od kiedy pamiętam mam straszną tendencję do przetłuszczania się włosów i muszę je myć codziennie. Dodatkowym hardkorem jest to, że myję je rano przed wyjściem do pracy. Zamiast wylegiwać się w łóżku to wstaję na pół godziny wcześniej, głowa pod kran, szampon, a potem szczotka do modelowania i suszarka. Po tylu latach już przyzwyczaiłam się do tego. Próbowałam myć włosy wieczorem wielokrotnie, ale są tak nieposłuszne, że mimo tego, że ułożę je wieczorem to rano mam masakrę na głowie. Tak więc skoro chce się jakoś wyglądać to trzeba cierpieć. Dzisiaj jednak nie o cierpieniu tylko o mojej pielęgnacji. Z racji tego, że rano myję włosy to zależy mi na tym, aby nie tracić zbyt dużo czasu, dlatego od bardzo dawna sięgam po olejek odbudowujący z Pantene bez spłukiwania, który stał się moim zdecydowanym ulubieńcem. 

Zapewnienia producenta:
  • zawiera witaminę E,
  • pomaga odżywić włosy,
  • chronić przed uszkodzeniami spowodowanymi stylizacją,
  • zapobiega rozdwajaniu się końcówek,
  • nie obciążając włosów,
  • przeznaczony do włosów słabych i zniszczonych. 


Skład:

Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Alcohol Denat., Parfum, Tocopheryl Acetate, Panthenyl Ethyl Ether, Panthenol, Hexyl Cinnamal, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Limonene, Amyl Cinnamal, Aqua, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol, Alpha-Isomethyl Ionone.

Tutaj nie popiszę się zbytnio swoją wiedzą, ale zanim zaczęłam stosować ten olejek spotkałam się też z negatywnymi opiniami co do składu, bo na trzecim miejscu jest alkohol. Dla mnie ważniejsze jest działanie i wolę na własnej skórze się przekonać, czy naprawdę coś działa, czy nie. Dlatego nie zraziłam się negatywnymi opiniami o składzie i mimo to i tak spróbowałam.

Moja opinia:

Olejek odbudowujący z Pantene króluje na półce w mojej łazience już naprawdę długo. Jest to chyba moja trzecia buteleczka, a kosmetyk jest naprawdę wydajny nawet przy codzienny stosowaniu. Stosuję go na mokre włosy od połowy ich długości i wystarczają mi w zupełności dwie pompki. Jeśli chodzi o odbudowę końcówek w moim odczuciu sprawdza się doskonale. Co do zapachu to alkohol może jest minimalnie wyczuwalny, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Jak dla mnie produkt ładnie pachnie i przede wszystkim zapach nie jest męczący. Po jego użyciu włosy są miękkie, błyszczące, dobrze się rozczesują i fajnie układają się podczas mojego porannego modelowania. Dużym plusem dla mnie jest to, że nie trzeba go spłukiwać, dzięki czemu nie tracę cennego czasu, którego rano zawsze jest za mało. Ostatnio nawet podczas wizyty u nowej fryzjerki na moje pytanie stwierdziła, że nie widzi u mnie rozdwajających się końcówek i nie ma zastrzeżeń do stanu moich włosów. To najlepszy dowód na to, że olejek działa.


Podsumowując zalety jakie zauważyłam przy stosowaniu olejku Pantene to:
  • nie wysusza i nie skleja włosów,
  • po użyciu włosy bardzo fajnie się rozczesują,
  • nie obciąża,
  • super działa na końcówki,
  • włosy są błyszczące i miękkie,
  • bardzo wydajny,
  • wygodna aplikacja (rozpylacz),
  • bez spłukiwania. 

Co do minusów to ich nie zauważyłam. 

Pojemność: 100ml
Cena: ok. 20 zł
Dostępność: praktycznie w każdej drogerii

♥ ♥ ♥

To tyle na dziś. Dajcie znać, czy znacie ten olejek. Może macie swoje ulubione olejki do włosów? Chętnie przetestuję. 


Ulubieńcy #9/2017

10/02/2017

Ulubieńcy #9/2017



Wrzesień w tym roku strasznie szybko dobiegł końca. Mam nawet wrażenie jakby przeleciał mi przez palce. W weekend byłam lekko niedysponowana, dlatego dzisiaj spóźniony wpis ze swoimi ulubieńcami miesiąca.

Calvin Klein Euphoria

Zrobiło się chłodniej i słońce świeci nie tak intensywnie jak latem, dlatego odstawiłam mgiełki zapachowe i wróciłam do swoich ulubionych perfum. Uważam, że ten zapach jest nieziemski i mega kobiecy.

Szary kardigan

Od jakiegoś czasu szary kardigan bardzo często mi towarzyszy. Lubię wygodne stylizacje i elementy garderoby, które pasują praktycznie do wszystkich ubrań w mojej szafie.

Regał w sypialni

Od dłuższego czasu nie miałam pomysłu na ścianę za naszymi biurkami. Z mężem dużo czasu spędzamy przy laptopach dlatego uparł się, że chce mieć swoje biurko. No cóż mieszkanie mamy dwupokojowe dlatego w sypialni wydzieliliśmy strefę mini biura. Wiem, że w sypialnia powinna być azylem relaksu i snu, ale coś za coś. Skoro nie mamy większego mieszkania to padło na sypialnię. Z tym regałem to teraz nawet fajnie wygląda i jest przede wszystkim praktycznie. Wcześniej drukarka stała na małej szafce przemalowanej na biało, ale nie było to wygodne rozwiązanie. Uważam, że to była dobra decyzja.



Jogurty SKYR z Biedronki

Sieć sklepów Biedronka wprowadziła do oferty skyr, czyli jogurt typu islandzkiego. Od pierwszej łyżeczki polubiłam ten rodzaj jogurtu. Skyr można kupić w wielu wersjach smakowych. Ja osobiście uwielbiam je wszystkie, a szczególnie te owocowe i uważam, że jest to świetny pomysł na sycącą przekąskę. Naturalny skyr świetnie nadaje się również jako dodatek do sałatek, surówek, czy moich ukochanych pomidorów na które niestety sezon mija.


Rozgrzewająca herbata

Trzeba przyznać, że wrzesień nas nie rozpieszczał i bardzo szybko zrobiło się chłodno. Dlatego bardzo szybko wróciłam do swoich ulubionych herbat. Lubię taką gorącą i aromatyczną herbatę z cytrusami i goździkami lub owocową z ulubioną konfiturą.

♥ ♥ ♥

To byłby koniec moich wrześniowych ulubieńców. A co podbiło Wasze serca w tym miesiącu?

Copyright © 2017 Projekt Housewife